 Resort rozwoju regionalnego skrócił listę projektów kluczowych. Samorządowcy krytykują tę decyzję – jak pisze "Rzeczpospolita" - zdaniem niektórych ma ona podtekst polityczny.
minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska przedstawiła nową listę projektów kluczowych, które będą współfinansowane z funduszy UE. Różni się ona od tej sporządzonej przez rząd PiS. Liczba inwestycji zmniejszyła się prawie o połowę (z 853 na liście podstawowej i rezerwowej do 433), a szacunkowa wartości dotacji – o 22 proc. (o 30 mld zł).
REKLAMA Czytaj dalej
Dla beneficjentów obecność na liście jest kwestią priorytetową, pozwala bowiem uniknąć starania się o unijną pomoc w konkursach. Nic dziwnego, że samorządy czy inne instytucje, które wypadły z listy, czują się rozgoryczone.
Choć Ministerstwo Rozwoju Regionalnego zarzeka się, że uzasadnienie cięć było wyłącznie merytoryczne, od polityki nie da się uciec. Zwłaszcza jeśli chodzi o inwestycje środowiskowe, których ubyło najwięcej (zostało 48 z prawie 400). „Korekta poprzedniej listy okazała się niezbędna m.in. z uwagi na stosowanie preferencji dla niektórych regionów – np. na 21 zawartych tzw. umów wstępnych 15 dotyczyło województwa świętokrzyskiego” – czytamy w piątkowym komunikacie resortu środowiska. Pada w nim też zarzut „umieszczania na liście projektów na polecenie osób zajmujących kierownicze stanowiska w poprzednim rządzie”.
Za to na 48 projektów, które teraz zostały uznane za kluczowe, jedna czwarta dotyczy woj. śląskiego (skąd pochodzi minister Bieńkowska), a jeśli weźmiemy pod uwagę ich wartość, to nawet jedna trzecia – odgryza się Grażyna Gęsicka, minister rozwoju regionalnego w rządzie PiS.
Więcej na ten temat w "Rzeczpospolitej".
|