
Górnośląski Związek Metropolitalny chciał za ponad 7 mln zł zbudować System Informacji Metropolitalnej. W miastach Silesii miało stanąć kilkaset jednolitych graficznie znaków i tablic, które informowałyby mieszkańców oraz turystów, gdzie znajdą np. teatr, muzeum czy magistrat.
Wniosek przepadł jednak w konkursie, a anonimowi eksperci urzędu marszałkowskiego uznali, że nie warto wykładać na to unijnych pieniędzy.
Lektura eksperckich wniosków zaskakuje. Z jednej strony ekspert pisze, że ?realizacja projektu przyczyni się do większej rozpoznawalności GZM-u?, ale już na następnej stronie znajdujemy tego zaprzeczenie. Uważny czytelnik dowie się, że choć znaki przyczynią się do jedności terytorialnej metropolii, to trudno mówić o tym, że projekt pomoże we wzroście tożsamości kulturowej, bo przecież GZM jest jeszcze tworem młodym i słabo identyfikowalnym.
Dziwi też argument, że nowe znaki zagubią się w natłoku innych reklam i ?oznakowania pionowego?. Gdzie w takim razie postawić dobrze zaprojektowaną tablicę kierującą ludzi do teatru? W szczerym polu? Chyba tak, bo tajemniczy ekspert twierdzi, że reklamy i informacje o GZM-ie powinny być ustawione także poza metropolią.
W ocenach pojawia się też zarzut, że ?projekt nie zwiększa dostępu do informacji turystycznej?, choć jednocześnie dowiadujemy się, że... ?mieści się w Strategii Rozwoju Turystyki w województwie?.
Samorządowcy zapowiadają, że złożą protest. Przypominają, że na bardzo podobny projekt unijną dotację dostanie Bielsko-Biała. To jednak niejedyny ich argument. Drugi jest o wiele poważniejszy i stawia w trudnej sytuacji marszałka.
Okazuje się, że największą dotację w tym konkursie - ponad 12 mln zł - dostała na własny system informacji dla turystów Śląska Organizacja Turystyczna. Województwo śląskie jest jednym z jej członków, na czele ŚOT stoi wicemarszałek regionu, we władzach także zasiada jeden z członków zarządu województwa. Jednocześnie dyrektorka ŚOT i paru pracowników wydziału promocji urzędu marszałkowskiego znalazło się w grupie ekspertów, którzy mogą oceniać konkursowe wnioski. Nie wiadomo, kto sprawdzał wniosek GZM-u, a kto wniosek ŚOT-u, ale samorządowcy chcą, żeby marszałek na wszelki wypadek zmienił skład tej grupy.
W GZM-ie rodzą się pytania o przebieg konkursu. Niektórzy chcą szukać odpowiedzi w polityce. Urząd marszałkowski rozdzielił dotacje między dziewięciu uczestników. Najwięcej zyskał ŚOT, drobne kwoty trafią też do marszałkowego WPKiW, Bielska-Białej, Lublińca, Żywca, Radzionkowa i Dąbrowy Górniczej. Marszałek jak dobry wujek docenił każdą część województwa. Z jego punktu widzenia to dobra strategia. Gdyby całą pulę zgarnął GZM i kontrolowana przez marszałka ŚOT, niezadowolonych byłoby więcej.
Źródło: Przemysław Jedlecki www.katowice.gazeta.pl